Tomasz Lis broni się przed oskarżeniami. To "półprawdy" i "bzdury"

Polskieradio24.pl   24/06/2022 11:15

Jak podaje dziennikarz wp.pl, autor tekstu - Szymon Jadczak - podwładni od lat mieli alarmować o przemocowych zachowaniach byłego już redaktora naczelnego „Newsweeka”. Właściciele tytułu Newsweeka - niemiecki koncern Ringier Axel Springer rozwiązało umowę z publicystą dokładnie miesiąc temu.

Artykuł z oskarżeniami na byłego już szefa redakcji został opublikowany z samego rana, a Tomasz Lis zdążył już skomentować go na antenie TOK FM jeszcze tego samego poranka. Jak mówił "Ad vocem, ponieważ zostałem wywołany poniekąd, pośrednio do odpowiedzi ws. tekstu, którego nie przeczytałem, bo przeczytać go nie miałem szans, bo usłyszałem o nim dokładnie w momencie, kiedy wychodziłem z domu do radia".

"Usunąłem ich z redakcji"

- Zestaw półprawd, ćwierćprawd, rozdmuchanych, poprzekręcanych, opartych na zeznaniach i wyznaniach dwóch osób, które według mnie w stu procentach zasadnie usunąłem z redakcji. I dzisiaj zrobiłbym dokładnie to samo - odpierał zarzuty Tomasz Lis. - Nadmierne komentowanie bzdur tylko je nobilituje - dodał.

Podczas tej samej audycji zdążyli skomentować informacje jeszcze inny publicysta - Jacek Żakowski.

"My też chyba przełożymy sprawę na kiedy indziej albo nie wiadomo na kiedy. Tekst ukazał się o 6:53, czyli dokładnie w momencie, gdy wchodziłem do studia, a panowie byli w drodze do radia, więc nie byłoby odpowiedzialne, abyśmy się do niego odnosili, nie mając szansy go przeczytać" - komentował Żakowski.

Pozostali goście nie odnieśli się do sprawy.

Czytaj także:

łk

Cookie Settings